Kocham, więc zabiję

Dla odmiany ten wpis będzie bez puenty, oceny czy innego wniosku – to pozostawiam Czytelnikom.

Słuchałem wczoraj reportażu na temat pewnej psiej adopcji, w moim ulubionym radio, którego nazwy tym razem z litości nie wymienię. Żeby nie było, to słuchała go też druga osoba, która mogła później upewnić mnie w tym, że nic mi się nie przysłyszało ani wydawało, byłem też przytomny i trzeźwy.

Reportaż według definicji to gatunek z pogranicza publicystyki, literatury faktu, jest relacją z określonych wydarzeń, których świadkiem był sam autor. Według mojego rozumienia, a przynajmniej oczekiwań, jest to relacja z konkretnego wydarzenia, na tyle istotnego, żeby o tym mówić. Wesołego, smutnego, fajnego, ciekawego. Relacja z wojny. Relacja z tego, że mieszkańcy pewnego miasteczka zrzucili się i otworzyli bibliotekę. Z tego, że ktoś żył w biedzie a ktoś mu pomógł. Wszystkiego spodziewam się po reportażu, ale nie tego, że ktoś beznamiętnym głosem będzie opowiadał o … – nie, nie napiszę tego, miało być bez ocen.

Zacznę od tego, że audycja przez pierwsze 15 minut była gadaniem o niczym, tak smętnym i tak budującym napięcie, że można było zwymiotować z nudów: „coś się wydarzyło niezwykłego, ale opowiem o tym za chwilę… za chwilę… za chwilę…, ale naprawdę: coś się wydarzyło… niezwykłego… za chwilę…”.

Na początku dowiadujemy się, że pewna rodzinka posiadająca kota (powinienem napisać „opiekująca się kotem”, podobno tego zwierza nie można posiadać – posiadać można psa) doszła do wniosku, że mało im szczęścia – powiększmy rodzinę, zaadoptujmy psa. Jak pomyśleli, tak zrobili. Przechodząc od razu do sedna, okazało się, że miła psinka dość szybko okazała się wrednym bydlęciem. Nie wiadomo, czy taki miała charakter, ale go sprytnie ukryła, czy zostały popełnione błędy podczas przyzwyczajania zwierzaka do nowego otoczenia i właścicieli. Z dnia na dzień pies zaczął być coraz bardziej agresywny, przeprowadził zamach na życie kota (nieudany, futrzak wykazał się świetnym refleksem) oraz ochoczo używał swoich zębów do tego, do czego psy ich używają – do gryzienia. Wszystkiego, a najchętniej domowników. Doszło do tego, że właściciele zaczęli się swojego psa najzwyczajniej w świecie bać.

Równolegle do procesu chuliganizacji psa zaszło inne zjawisko, mianowicie rodzinka pieska… pokochała. Na początku, kiedy nie wbijał zębów w kota, łydki czy dłonie właścicieli, był przecież miłym pieskiem – i zdołał wzbudzić pozytywne emocje.

Dochodzimy do momentu, w którym rodzinka kocha psa, który jest wredną bestią kąsającą bez powodów wszystko i wszystkich. Właściciel postanawia zabrać czworonoga do weterynarza, który po zbadaniu zwierzaka orzeka: nic się nie da zrobić, trzeba uśpić. I tenże właściciel mówi w reportażu, że to w zasadzie nie była tylko jego decyzja, ale wspólna z weterynarzem – pies zostaje uśpiony.

Jakimś cudem (albo i nie-cudem, nie znam się na tym, być może jest na to jakaś procedura) o tym fakcie dowiaduje się schronisko, z którego pies był adoptowany. I tu pada pytanie oraz odpowiedź, którą zakończę ten wpis:

– dlaczego, zamiast usypiać psa, nie oddaliście go z powrotem do schroniska?

– nie mogliśmy, przecież adoptując go staliśmy się za niego odpowiedzialni – pies się do nas przyzwyczaił, gdybyśmy oddali go do schroniska to by cierpiał. Dlatego postanowiliśmy go uśpić.

2 przemyślenia nt. „Kocham, więc zabiję”

  1. Cóż. Tego się nie da skomentować. Napiszę tylko tak: człowiek, to brzmi dumnie, czyżby? 🙁 A może zamiast od razu usypiać, trzeba było najpierw znaleźć przyczynę wrednego zachowania psa. Może dałoby się naprawić całą sytuację. Słyszałam o kotach, które w domu tymczasowym były potulne jak baranki, a adoptowane w nowym domu dawały wszystkim do wiwatu swoim humorzastym zachowaniem, bo coś im w tym domu/opiekunach nie pasowało. No ale kot to nie pies. Podobno 😉
    Kota faktycznie nie można posiadać. To on posiada właściciela: do głaskania, karmienia smakołykami, ogrzewania gdy jest zimno, zabawy gdy jest nudno itd. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.