Przyspieszony śmigus-dyngus

Kilka dni temu opinię publiczną poruszyła informacja o wybryku polegającym na oblaniu tajemniczą cieczą (jak się dowiedziałem nieoficjalnie: była to mieszanka starego oleju samochodowego oraz płynu hamulcowego, wysoce nieprzyjemna dla lakieru) prywatnych aut osób jeżdżących jako kierowcy w Uber. W Internecie zawrzało, autorzy (tfu: przypadkowi obserwatorzy) tego „zamachu” pochwalili się całą akcją na Facebooku i – przepraszam za może trochę niestosowną w tym momencie salwę śmiechu z mojej strony – okazali się „Januszami marketingu”, bowiem przeważająca reakcja internautów sprowadzała się do komunikatu: „pierdolcie się taksówkarze, od dzisiaj przerzucam się na Ubera”. Naprawdę, „Sąsiedzi” w wydaniu rodzimym (zakładam, że ktoś pamięta tą bajkę ;)).

Mojej pierwszej spontanicznej reakcji wolałbym nie opisywać, natomiast drugą, już na chłodno, było współczucie – dla taksówkarzy. Tak, to nie pomyłka, szczerze współczuję taksówkarzom.

Dlaczego?

Moja – nadal spora – wiara w ludzi podpowiada mi, że autorem tego zamachu na prywatne osoby i ich mienie była mała grupka oszołomów, która nie konsultowała tej akcji z żadną organizacją, nie mówiąc już o większości osób wykonujących zawód taksówkarza.

Efekt? Wybryk ten dotknął wszystkich jeżdżących autami z napisem „TAXI” na dachu. Z własnych źródeł wiem, że kolejne dni dla kierowców Ubera były potokiem zleceń: jeszcze nie kończył się jeden kurs, a już było zlecenie na następny. I tak od rana do wieczora. Wiele osób, które dotychczas o Uberze nie słyszało – dowiedziało się o tej możliwości przejazdów, zarejestrowało się i skorzystało. Albo były takie osoby, które wiedziały, że Uber istnieje, ale zwlekały z rejestracją… do czasu nocnej akcji.

Wracając do taksówkarzy, to najbardziej współczuję tym, którzy się pod tą akcją nie podpisują ani z nią nie utożsamiają – nie wiem ile przez to zleceń stracili per taksówka, ale mogło być to odczuwalne. Oni są w moich oczach niewinni, stracą tylko dlatego, że mała grupa „myślących inaczej” zastosowała rozwiązanie z epoki kamienia łupanego, czyli siłowe.

Drugą grupą, której też w pewien sposób współczuję są ci, którzy oficjalnie by się nie przyznali do poparcia akcji oblewania uberowskich aut czarną cuchnącą cieczą, ale pewnie po cichu liczyli na to, że przyniesie to zamierzony efekt, czyli uber-kierowcy posłusznie dadzą się zastraszyć i w panice skasują swoje profile, a na rynek wróci stagnacja.

Niedoczekanie wasze.

Ciekawostka: kiedy pierwsze samochody zaczęły jeździć po drogach, to przed autem musiał biec gość z czerwoną flagą (w nocy: latarnią czy inną pochodnią), po to, żeby ostrzegać innych użytkowników dróg o jadącym automobilu. Taka to była nowość! Ciekawe, czy właściciele dorożek organizowali akcje obrzucania końskim gównem czterokołowych potworów, żeby te nie odbierały im chleba.

A sklepikarze i inni handlarze? Internet rozpanoszył się na dobre, teraz każdy może otworzyć własny sklep internetowy czy sprzedawać na Allegro, odbierając chleb sklepom stacjonarnym. Ciekawe co i czym należałoby obrzucić, żeby zaprotestować przeciwko temu, że świat idzie do przodu, a ja nie potrafię się zaadoptować.

A producenci budzików? Wiecie ile ta branża straciła, kiedy upowszechniły się komórki, mające funkcję budzenia?

A… można by tak długo. Zmierzając do puenty: NIE TĘDY DROGA. Pojawiła się konkurencja – trzeba albo jej uciec, albo zacząć ją gonić, jeśli się przespało moment, kiedy mijała nas z dozwoloną prędkością 50 km/h (a my staliśmy na postoju, albo czekaliśmy ze słuchawką na głowie aż zadzwoni klient). Naprawdę tak trudno jest stworzyć aplikację, która będzie co najmniej tak funkcjonalna, a może nawet lepsza, niż Uber? Zagrać jeśli nie ceną, to jakością, profesjonalizmem? Zjednoczyć kilka z ponad 20 korporacji jeżdżących po Warszawie czy innych miastach w jedną silną, która zaoferuje to samo, za podobne pieniądze?

2 przemyślenia nt. „Przyspieszony śmigus-dyngus”

  1. […]mała grupka oszołomów, która nie konsultowała tej akcji z żadną organizacją,[…]
    Mała grupka powiadasz? Lukasz, trzeba było zajrzeć na grupy taksiarskie (choćby na FB) – tam setki (jak nie więcej) taryfiarzy piało z zachwytu nad tą „akcją”. Były zdjęcia, pochwalne komentarze, groźby kolejnych wybryków…
    Ja z oznakowanych TAXI nie korzystam od czasu gdy pewnego dnia jadąc przed Centrum Wawy trafiłem na ich „strajk”. Niby mieli blokować 2 z 3 pasów jadąc z jakąś określona minimalna prędkością. Naprawdę blokowali wszystkie pasy prawie stojąc w miejscu. Pamiętam ich uśmiechnięte twarzyczki. Nic nie moglem wtedy zrobić tylko czekać kilkadziesiąt minut. Od tamtej pory jednak nawet złotówki u nich nie zostawiłem i nie zostawię. Tyle osiągnęli.

    1. A tą stronę widziałem – włącznie z groźbami powtórek. Mam nadal nadzieję, że liczebność popierających takie działania jest znacznie mniejsza niż ilość wszystkich taksówkarzy w (na przykład) Warszawie – domyślam się, że ci, którzy się z tym nie zgadzają, milczą, żeby uniknąć linczu. Bo jeśli jest inaczej, to naprawdę brak słów – i robota dla Policji i innych stosownych organów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.